MOTYWACJA – WIEM, POWINIENEM, ALE…

I w tym miejscu zaczynają się wymówki. szkoda, że spora część z nich przypomina się przy okazji poczwórnego bypassa, lub w chwili kiedy nasze EKG jest wybrzuszane równie mocno, co wyżyna kielecko-sandomierska, czyli niby tam jakaś góra jest, ale więcej równin, niż wzniesień.

Ciężko mówić za kogoś, do tego, jako że własny przykład najlepszy, toteż niniejszym.
Niefajnie jest, kiedy ma się pierwszy zawał w wieku 26 lat. Poważnie. Tryb życia polegający na ciągłej pracy, w ciągłym stresie, przy fatalnej diecie i całkowitej niechęci do dbania o siebie doprowadza do stanu, kiedy człowiekowi, teoretycznie w kwiecie wieku, całe życie staje przed oczami i dociera do nas smutna prawda, że sami sobie zrobiliśmy konkretne „kuku”. Ja sam doprowadziłem się do stanu, w którym wagowo przypominałem młodą, prawidłowo odżywioną orkę. Wizualnie, zrobiłbym furorę wśród morsów, na które wspomniana wcześniej orka radośnie poluje. Nikt mi nie pomagał w zrujnowaniu własnego organizmu. Nikt na siłę do „dziubka” mi jedzenia nie wpychał i na pewno nikt nie uwiązał mnie w domu łańcuchem do kanapy. Ja sam, z własnej nieprzymuszonej do kanapy przyrosłem. Aktywność fizyczna przez lata sprowadzała się do pójścia do pracy przy biurku i powrotu do domu. Czym się to skończyło? Osiągnięciem rekordowych 146 kilogramów masy własnej. Co przy niezbyt imponującym wzroście sprawiło, że serce zwyczajnie nie wytrzymało.

Wymówki wymówkami, ale coś trzeba zrobić, nie? Zazwyczaj, wnioskując z obserwacji, ludzie w kategorii wagowej, w jakiej byłem zaczynają robić coś poważnego ze swoim życiem dopiero po traumatycznych wydarzeniach, takich jak buba w serce w moim przypadku, lub w przypadku pań, kiedy każde ubranie w każdym sklepie zawsze jest za mało XL. Niestety też, samozaparcie znika z prędkością pączka na Targach Cukierniczych w Skierniewicach, zaraz po tym, jak po wstępnych, pozytywnych rezultatach, w ramach nagrody za wyniki fundujemy sobie pizzę.

No dobrze, ale skoro już ten nie dający sie ominąć atak serca zaliczymy, czy też nie mamy się w co ubrać w przypadku pań, bo panie, solidarnie, po równo wymyślają takie same wymówki jak panowie, to co mamy zrobić? Jak się ratować? Jak sprawić, by nasze starania i silna wola nie wyparowała w sekundę, góra trzy?
I tutaj jest problem. Nie mam żadnego rozwiązania. Dlaczego? Bo każdy jest inny i inaczej u każdego wygląda motywowanie samego siebie do walki o lepsze ciało, kondycję i zdrowie. Ten krótki tekst nie jest na pewno idealnym panaceum na wszelkie bolączki.

Co robić? To zależy od Ciebie i tylko od Ciebie. Jeśli idealną motywacją dla ciebie jest chęć spodobania się Kryśce z księgowości, bo iskrzy, ale jakby się wziąć za siebie, to może by coś z tego było? A jak nie Kryśce, to może Sławkowi z zaopatrzenia? A może obojgu na raz? Cokolwiek sprawia, że będziesz się czuć lepiej? Nie będę oceniał, bo to nie o moje dobre samopoczucie chodzi, tylko o Ciebie, a jak Ci się wyimaginowane menage trois z Krysią i Sławkiem uda, to Mazel Tov i do przodu.
A może coś poważniejszego będzie dla ciebie lepszym motywatorem? Może chcesz, by twoje dzieci, albo młodsze rodzeństwo miało kogoś z kim się za kilka lat będzie mogło pobawić, zamiast zajmować się organizowaniem dla ciebie wycieczki w ekskluzywnym karawanie? Ale, że co? Że za poważnie? Tak. Od tego, że o siebie nie dbamy, zwyczajnie się umiera. Nie powinniśmy o tym zapominać. Mnie do walki, tak naprawdę o życie motywuje fakt, że szkoda mi zrobić z żony młodą wdówkę. Zdaję sobie sprawę, że jak walnę na serce dokładnie teraz, to zostawię rewelacyjnie zadbane i atrakcyjne dla gawiedzi zwłoki, ale czy warto? A może w wyimaginowanym i opisanym wcześniej przypadku sprawisz, że się Krysia ze Sławkiem za tobą po prostu zapłaczą? A może dzieci szkoda? Jeśli chcesz, żeby Twoje życie się pozytywnie zmieniło, a nie przez wymówki zakończyło, najczęściej w mocno bolesny sposób, to znajdź coś, co będzie dla ciebie motywacją silną na tyle, ze wymówki w porównaniu będą zwyczajnie głupie. U mnie działa, nie wiem czy u Ciebie też będzie, ale co Ci szkodzi spróbować?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *